Archiwa

Linki

Gazetka


 

Gazetka elektroniczna

I tydzień nowenny
II tydzień nowenny V tydzień nowenny VI tydzień nowenny VII tydzień nowenny VIII tydzień nowenny IX tydzień nowenny
III tydzień nowenny
IV tydzień nowenny

 


 

Błogosławieni….

Gdyby ktoś nas zapytał, jaki jest najbardziej charakterystyczny rys etosu chrześcijańskiego, co w sferze życia moralnego w sposób najbardziej czytelny wyróżnia chrześcijaństwo spośród innych systemów filozoficznych i doktryn religijnych, musielibyśmy przywołać fragment Chrystusowego Kazania na Górze, wzywający do wiary w sens etyki ośmiu błogosławieństw. Św. Paweł zauważył, że właśnie tym, co „głupie w oczach świata” posłużył się Bóg, aby losy tego świata odmienić.

Mądrzy mądrością tego świata wiedzą, że ubóstwo nie daje udziału w bogactwach ziemskiego królestwa. Nie wiedzą, co znaczy być „ubogim w duchu” i nie wiedzą, czym jest „królestwo niebieskie”.

Mądrzy mądrością tego świata nie mają wielu powodów do płaczu. Nie dostrzegają, że z ich powodu często płaczą inni. Pocieszają się wmawiając sobie, że… innym jest jeszcze gorzej.

Mądrzy mądrością tego świata uważają, że „swoje” trzeba wykrzyczeć, a milczenie odczytują jako oznakę kapitulacji lub braku elokwencji. Posiadają więc hektary, ale nie mają ziemi, bo nie potrafią się na niej zadomowić. Nie wiedzą, że tylko ludzie wewnętrznie wyciszeni – jak na przykład bracia ze wspólnoty w Taizé – są w stanie uczynić ziemię prawdziwym mieszkaniem ludzi.

Mądrzy mądrością tego świata twierdzą, że warunkiem sprawiedliwości jest własne nasycenie. Nie wiedzą, że tylko ci, których syci sama sprawiedliwość, są w stanie dostrzec głody innych i właściwie sycić inne swoje głody.

Mądrzy mądrością tego świata preferują sponsoring i filantropię, bowiem telewizja nie filmuje miłosierdzia. Zapominają, że ci, którzy „dostępują miłosierdzia”, zamiast patrzeć w kamerę, wolą patrzeć ludziom prosto w oczy.

Mądrzy mądrością tego świata nie wierzą w czystą, bezinteresowną miłość, więc nawet na miłości chcieliby zrobić interes. Dlatego tak trudno im spotkać Boga, który jest czystą, wolną od egoizmu Miłością.

Mądrzy mądrością tego świata są pełni niepokoju o swoją pozycję. Podejrzewając, że człowiek jest człowiekowi wilkiem, uważają, że swoją rację i swoje miejsce na ziemi trzeba wywalczyć. Nie wiedzą jeszcze, że napełniając nas swoją mądrością i uświęceniem, Chrystus jest w stanie napełnić nas również swoim pokojem.

Mądrzy mądrością tego świata frajerami nazywają tych, którzy „cierpią prześladowania dla sprawiedliwości”. Zamiast walczyć o nią, wolą ją konsumować. Chętnie oddając prześladowanym pierwszeństwo do nagrody w niebie, uważają, że – dla równowagi – przynajmniej na tym świecie powinni rządzić sami, ponieważ lepiej się do tego nadają.

To, co głupie w oczach świata, okazuje się mądre i sensowne w oczach Boga, a tych, którzy w oczach świata mogą uchodzić za frajerów, Chrystus nazywa „błogosławionymi”, a więc szczęśliwymi. Idąc drogą ośmiu błogosławieństw, chrześcijanie mają być świadkami prawdy, że udział w „królestwie niebieskim” wymaga zachowania odpowiedniego dystansu do dóbr materialnych, że płacz nie jest ostatnim głosem człowieka, że w rozgadanym świecie niezbędna jest cisza i milczenie, że sprawiedliwości nie wystarczy pragnąć, ale trzeba ją nieustannie czynić, że – podejmując dzieła miłosierdzia – sami tego miłosierdzia dostępujemy, że warunkiem poznania i oglądania Boga jest czystość serca, że pokój należy „wprowadzać” siłą ducha, a nie oręża. Prześladowania wyznawców „tej drogi” (por. Dz 9,2) są świadectwem, że świat już to świadectwo dostrzega, chociaż go nie rozumie.

Dlatego idąc drogą ośmiu błogosławieństw wyznawcy Jezusa Chrystusa mają świadczyć, że jest to nie tylko możliwe, ale że może być radosne: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”

 

ks. Antoni Dunajski


 

 

Objawienie
 
W przykościelnej kruchcie była salka mała
By zgłębić religię – młodzież się zbierała.
Nagle poczułam, że mnie ogień pali,
Moje oczy ujrzały Postać w oddali.
 
To nie był raz pierwszy, kiedy ją ujrzałam,
Lecz dotąd uczucia takiego nie znałam,
Nogi miałam miękkie, ledwie mnie trzymały,
Więc usiadłam szybko, jak mogłam, do ławy.
 
Gdy Postać wyszła z głębokiego cienia,
Nagle, o tym myśląc, doznałam olśnienia.
Nieruchoma jak zwierz, co strzałą trafiony.
Miałam wzrok swój cały w tę Postać wtopiony.
 
Wszyscy byli pewni, że w takim skupieniu
Rozważam przykłady co mam na sumieniu.
Na koniec wszyscy godnie wstali
I pokłon należny krzyżowi oddali.
 
K.K.

 


 

Piknik pełen atrakcji
Ikona

(Zam: 24.08.2010 r., godz. 09.25)

Zabawy, gry, występy teatralne i taneczne, rywalizacja sportowa, pokaz strażacki – to tylko niektóre atrakcje festynu zorganizowanego 22 czerwca przez parafię św. Jana Chrzciciela w Brańszczyku.
Inicjatorem był ksiądz kanonik Paweł Stachecki – proboszcz parafii, a w organizacji pomogła liczna grupa wiernych. Spotkanie odbyło się na terenie ośrodka Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, które z wielką życzliwością i gościnnością podjęły setki uczestników festynu.
– Nie otrzymaliśmy żadnych dotacji – zaznaczył na wstępie proboszcz. – Ale dzięki życzliwości i zapobiegliwości wielu osób udało się zrobić naprawdę dużo i mam nadzieję, że się spodoba.

Dzieci wraz z rodzicami z wielkim zainteresowaniem oglądały przedstawienie w wykonaniu Studia Małych Form Teatralnych ART-RE z Krakowa pt. „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Przed publicznością zaprezentowały się też dziewczęta z grupy „Flash” w czterech tańcach: country, hip-hop, taniec jazzowy i belgijski. Wszystkie układy taneczne zostały przygotowane specjalnie na ten dzień przez instruktor Jolę Wiśniewską.
Pięknie i kolorowo zrobiło się na placu, gdy prowadzący imprezę Mariusz Kubeł zaprosił dzieci do wspaniałej zabawy z chustą klanza. Były różne gry i konkursy dla dzieci. Maluchy miały okazję poszaleć na placu zabaw, trampolinie – starsze mogły sprawdzić swoje umiejętności na ściance wspinaczkowej i w jeździe konnej. Zabawę umilał i zachęcał do wspólnego śpiewu zespół „Boża nuta”.

Uruchomiony został plenerowy kącik plastyczny, nad którym czuwała Dorota Owsianko. W konkursie „Moja wakacyjna przygoda” wzięło udział wiele dzieci, które wykazały się talentem plastycznym. Każdemu młodemu artyście wręczono nagrody. Olbrzymim powodzeniem cieszyło się malowanie twarzy. Wszystkie pomalowane buźki wzięły udział w konkursie na najpiękniejszy makijaż.

Był także punkt medyczny, w którym swoją pomocą służyły Celina Deluga, Henryka Rowińska, Lidia Szymanik i młodzi ratownicy medyczni. Ochotnicza Straż Pożarna z Trzcianki zaprezentowała wóz strażacki. Dzieci z radością wskakiwały do kabiny wozu, zakładały hełmy i choć na chwilę mogły poczuć się jak prawdziwi strażacy.

Na stołach nie brakowało domowych wypieków, grillowanej kiełbaski i kaszanki oraz kurczaków. W przygotowanie tych specjałów włączyło się Koło Łowieckie „Dzik” oraz Koło Gospodyń Wiejskich. Ciasta upiekły i przyniosły na piknik parafianki. W konkursie na najsmaczniejsze ciasto wygrała Beata Godleś. Jej drożdżowiec ze śliwkami najbardziej posmakował jury w składzie: ksiądz proboszcz Paweł Stachecki, ksiądz Krzysztof Ogrodnik, kapelan DPS w Brańszczyku, siostra franciszkanka Irena Paziewska, dyrektor tutejszego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego oraz Wiesław Przybylski, reprezentant parafian.

Podczas niedzielnej zabawy nie zabrakło konkurencji sportowych, w których brały udział rodziny. Dużo radości dostarczyły m. in. biegi w workach, czy najszybsze zjedzenie ciasta przez tatusiów bez użycia rąk i sztućców. Dla fanów piłki nożnej gratką był mecz dorośli kontra dzieci i młodzież. Młodsze pokolenie okazało mistrzowską klasę i – mimo dzielnej walki – tatusiowie musieli uznać wyższość swoich następców.

Kilka godzin upłynęło w okamgnieniu i choć powoli zapadał zmrok, na placu pozostało jeszcze wiele rodzin. Trudno było się rozstać. Jak to bywa podczas pamiętnych rodzinnych spotkań, kiedy trwamy w radości obcowania z sobą, nikt nie chce tego przerwać swoim odejściem. Taki nastrój udzielił się dużej parafialnej rodzinie, która w zajmujący sposób spędziła wakacyjne, niedzielne popołudnie.  Artur Laskowski

 

 


 

 

 Życzenia na "Ostatki" i Wielki Post

Posprzątać swoje wnętrze

Co chwilę płakać mi się chce. I płaczę jak mogę, i jak nikt nie widzi. Czuję się bezsilna i w jakimś sensie opuszczona i samotna. I czuję też, że mam w sobie duży bałagan. Nie chce mi się nawet uczyć…. 19-latka

Nie wiem, jaką masz naturę, ale ja nie potrafię usiąść do pracy umysłowej, jeśli dokoła mam bałagan. Coś mi się wydaje, że- metaforycznie- podobnie jest z Tobą. Nie potrafisz sobie z wieloma sprawami poradzić, nawet z tymi typowymi dla wieku/ nauka, egzaminy, chłopak/, bo masz bałagan w
swoim wnętrzu. Jest tylko jedna rada- porządek. Nowy rok i to taki okrągły, bo 2010, to dobry moment, by uporządkować różne sprawy.
Kilka dni temu napisała do mnie kobieta już po 40, która do teraz rozpaczliwie i za wszelką cenę szukała partnera. Ma mieszkanie, dużego syna studenta, pracę, niedawno ukończone studia. To jej nie cieszyło. Dopiero jakiś miesiąc temu przejrzała na oczy. Dostrzegła, że tylu jej znajomych jest kompletnie zagubionych w złych związkach i marnuje życie, niszczy siebie i innych. Nagle zrozumiała, że ma wiele powodów do radości. Przede wszystkim odkryła, że gdy się ma Boga, to ma się wszystko. Napisała, że od tego dnia czuje się lekka jak piórko, jest zadowolona i chce jej się wciąż śmiać, ma doskonały humor.
Życzę Ci, byś o wiele wcześniej doszła do takich wniosków. Bo wtedy też poczujesz się lekko i radośnie. Warto. Próbuj. Posprzątaj, czyli po prostu wyrzuć to, co Ci tak bałagani życie.

/ to tylko wybrany fragment listu. Bo każdy ma jakieś swoje "śmieci", które brudzą wnętrze. Każdy musi się z tym sam uporać, głównie przez sakrament pokuty z bardzo mocnym postanowieniem poprawy/

 

 


 

Bp Stanisław Stefanek TChr
Przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości

Strojem naszym ma być serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokora, cichość, cierpliwość, znoszenie jedni drugich i wybaczanie sobie nawzajem. Taki strój to zwykłe życie wypełnione spokojną, codzienną atmosferą rodzinną


Foto © Waldemar Kompała
Św. Paweł w czytanym tekście na dzień Świętej Rodziny dwa razy zachęca rodziny do przywdziania szczególnego stroju. Zacytowany w tytule nadawałby się na suknię ślubną. Miłość jest słowem, które wypełnia atmosferę dnia zaślubin. Jest także druga szata: strojem naszym ma być serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokora, cichość, cierpliwość, znoszenie jedni drugich i wybaczanie sobie nawzajem. Taki strój to zwykłe życie wypełnione spokojną, codzienną atmosferą rodzinną.

Popatrzmy na Świętą Rodzinę i popatrzmy na liturgię, która w dzień Świętej Rodziny przybliża nam tę miłość. Jak ona jest umotywowana? Najpierw sięga po wzory starotestamentalne, wspaniałe wzory. Wynosi bardzo wysoko rolę rodziców, rolę starszych. Pozycja ojca rodziny to typowy przykład patriarchy. Tekst natchniony podkreślał nie tylko rolę ojca, ale i matki; używa słów: „miłość”, „cześć”, „kult”. Miłość ta jest obdarzona mocą jakby sakramentalną, bo odpuszcza grzechy. Cześć ojca jest też źródłem radości i zapewnia skuteczność modlitwy. Dlaczego? Bo Bóg stoi za ojcem, Bóg stoi za matką. Stąd nawet, gdyby ojciec rozum stracił, nie przestał być ojcem, matką, nie przestał być reprezentantem Boga.

Ten starotestamentalny wzorzec miłości oparty na autorytecie Boga pięknie jest rozpisany przez tekst Pawłowy. Ta podwójna szata, o której na początku mówiliśmy, to jest słowo Chrystusa, to jest Jezus Chrystus, który przebywa z całym bogactwem, z mądrością, zawartą w psalmach, hymnach, w pieśniach pełnych ducha. Jest to niezmienne źródło, niezależne od naszych uczuć czy ograniczenia umysłu. Tym źródłem jest Bóg. Jesteśmy mądrzy i zawsze możemy siebie wspierać, gdy sięgamy po niezależne od naszych nastrojów psalmy, hymny, pieśni pełne ducha. Jakże wyrównuje atmosferę rodzinną nawet zakłóconą przez konflikty chociażby śpiew kolęd czy wspólna modlitwa. Modlitwa doskonale podejmuje się roli terapii naszych stanów emocjonalnych. Terapią tą jest obecność Boga, a nie zabieg wymyślony przez psychologów.

Takie świadczenie miłości wypełnione jest konkretną, nawet twardą rzeczywistością. Żony poddane mężom w posłuszeństwie Chrystusowi; mężowie miłują żony i troszczą się, aby nie prowokować przykrych przeżyć. Dzieci posłuszne rodzicom, ale też i rodzice, a zwłaszcza ojcowie, nie mogą odbierać dzieciom radości życia.


Bp Stanisław Stefanek TChr

 

 


 

Program ogólnopolskich rekolekcji dla rolników
z transmisją w Radiu Maryja i TV Trwam
w Brańszczyku, 17 – 20.12.2009 r.
Hasło rekolekcji: Rodzina szkołą miłości i nadzieją polskiej wsi
 
Prowadzi: J.E. Ks. Bp dr Stanisław Stefanek TChr, biskup łomżyński
1. Czwartek, 17 grudnia
g. 17.20 różaniec – prowadzą KŻR z Trzcianki
g. 18.00 Msza św. na rozpoczęcie Rekolekcji.
Mszy św. koncelebrowanej przewodniczy J.E. Ks. Bp Antoni Pacyfik Dydycz, biskup drohiczyński
Program przed Mszą św. „Do kraju tego…” i oprawę liturgiczną wykona „ Boża nuta” – zespół wokalno-instrumentalny parafii Brańszczyk.
g. 21.30 – rozmowy niedokończone
Temat: Kondycja wiejskiej rodziny wobec wyzwań świata
 
2. Piątek, 18 grudnia
g. 8.00 różaniec – prowadzą KŻR z Nowego Brańszczyka i Brańszczyka
g. 8.30Msza św.; Przewodniczy J.E. Ks. Bp Stanisław Stefanek TChr, biskup łomżyński
Oprawę liturgiczną wykona Ks. kan. Franciszek Grabowicz i zespół liturgiczny parafii Sokoły
/- poza transmisją
g. 11.30 różaniec- prowadzą KŻR z Bud Nowych i Starych
g. 12.00 Msza św. z Sakramentem Namaszczenia chorych
g. 14.30 różaniec – prowadzą dzieci z Podwórkowych Kół Różańcowych
g. 15.00 Nabożeństwo adwentowe dla dzieci szkolnych
g. 17.20różaniec – prowadzą KŻR z Turzyna
g. 18.00Mszy św. koncelebrowanej przewodniczy J. E. Ks. Bp Tadeusz Bronakowski, biskup pomocniczy diecezji łomżyńskiej
Oprawę liturgiczną wykona zespół liturgiczny parafii Brańszczyk
g. 21.40Audycja dla młodzieży – Czas wzrastania – Ks. Tomasz Olszewski
 
3. Sobota, 19 grudnia
g. 8.00 różaniec – prowadza dzieci z Papieskiego Dzieła Misyjnego
g. 8.30Msza św. z udziałem dzieci ; Przewodniczy J.E. Ks. Bp Stanisław Stefanek TChr, biskup łomżyński
Oprawę liturgiczną wykona schola parafii Brańszczyk
g.17.20 różaniec- prowadzą KŻR z Niemir i Knurowca
g. 18.00 Mszy św. koncelebrowanej przewodniczy J. E. Ks. Bp Tadeusz Zawistowski
Program przed Mszą św. i oprawę liturgiczną wykona „ Przepióreczka” – zespół ludowy z Jackowa Górnego, gmina Somianka.
g. 20.20 Różaniec – prowadzi młodzież parafii Brańszczyk
Sobota, 21.40 – Rozmowy niedokończone – prowadzi p. Michał Grabianka
 
4. Niedziela, 20 grudnia

 

g. 8.20 różaniec – prowadzą KŻR z Przyjm i Ojcowizny

g. 9.00Msza św.; Przewodniczy J.E. Ks. Bp Stanisław Stefanek TChr, biskup łomżyński

Program przed Mszą św. i oprawę liturgiczną wykonają: Orkiestra Dęta Nadbużańska z Wyszkowa i „ Boża nuta” – zespół wokalno-instrumentalny parafii Brańszczyk, zakończenie rekolekcji

g. 12.00 Msza św. dla parafii

g. 15.00 Audycja dla rolników – p. Michał Grabianka

 

g. 16.00 Msza św. dla parafii

g. 17.00 Wieczerza wigilijna na Wzgórzu Bielińskim- przygotowują: Zespół Szkół Specjalnych w Brańszczyku i Parafialny Zespół „Caritas”

 


 

 

Homilia Ojca Świętego Benedykta XVI wygłoszona podczas Liturgii Wigilii Paschalnej 11 kwietnia 2009 r. w Bazylice św. Piotra w Watykanie

Drodzy Bracia i Siostry!

Święty Marek w swojej Ewangelii opowiada, że kiedy uczniowie schodzili z góry Przemienienia, rozprawiali między sobą, co znaczy "powstać z martwych" (Mk 9, 10). Jezus sam już wcześniej zapowiedział im swoją Mękę i to, że po trzech dniach zmartwychwstanie. Na tę zapowiedź śmierci Piotr zareagował sprzeciwem. Ale w tym momencie uczniowie zadawali sobie pytanie, jak należy rozumieć termin "zmartwychwstanie". Czy przypadkiem i nas nie spotka to samo?
Boże Narodzenie, narodziny Syna Bożego, w jakimś sensie stają się dla nas natychmiast zrozumiałe. Możemy kochać tę Dziecinę, potrafimy sobie wyobrazić betlejemską noc, radość Maryi, radość Józefa i pasterzy oraz wielką radość aniołów. Ale zmartwychwstanie? – czym ono jest? Nie wchodzi ono bowiem w zakres naszych doświadczeń i dlatego jego przesłanie nierzadko, w jakiejś mierze, pozostaje niezrozumiane; jako coś, co dotyczy jedynie przeszłości.
Kościół stara się doprowadzić nas do jego zrozumienia, przekładając to tajemnicze wydarzenie na język symboli, dzięki którym, w jakimś stopniu możemy kontemplować to wstrząsające wydarzenie. W czasie Wigilii Paschalnej znaczenie Zmartwychwstania Pańskiego ukazane jest nade wszystko za pośrednictwem trzech symboli: światła, wody i nowej pieśni "Alleluja!".

Światło Chrystusa
Przede wszystkim jest symbol światła.

Boże stworzenie – tak jak to przed chwilą usłyszeliśmy w opisie biblijnym – zaczyna się zdaniem: "Niechaj się stanie światłość" (Rdz. 1, 3). Tam, gdzie jest światło, rodzi się życie, chaos może się przekształcić w Kosmos.
W przesłaniu biblijnym światło jest bezpośrednim obrazem Pana Boga: On cały jest Światłością, Życiem, Prawdą i Światłem. W Wigilii Paschalnej to opowiadanie o stworzeniu Kościół odczytuje jako rodzaj proroctwa. W Zmartwychwstaniu spełnia się w sposób jeszcze bardziej doniosły to wszystko, co opisuje ten tekst jako początek wszystkich rzeczy. Bóg ponownie mówi: "Niechaj się stanie światłość". Zmartwychwstanie Jezusa jest erupcją światła. Śmierć została przezwyciężona, grób otwarty. Sam Zmartwychwstały jest Światłem, Światłem świata. Dzięki Zmartwychwstaniu jasność Dnia Pańskiego rozświetla noce historii. Począwszy od Zmartwychwstania, światło Boga rozprzestrzenia się w świecie i w historii.
I tak nastaje dzień. Jedynie to Światło – Jezus Chrystus – jest prawdziwym Światłem, czymś więcej niż zjawisko fizyczne światła. On jest czystym Światłem: oto sam Pan Bóg, który dokonuje nowego stworzenia pośród tego starego, przemienia chaos w Kosmos.
Spróbujmy zrozumieć to jeszcze lepiej. Dlaczego Chrystus jest Światłem? W Starym Testamencie Prawo Mojżeszowe (Torah) uważane było za światło pochodzące od Boga dla świata i dla ludzi. To Prawo oddziela w stworzeniu światło od ciemności, tzn. dobro od zła. Wskazuje człowiekowi jedynie słuszną drogę, na której będzie mógł żyć prawdziwie. Ukazuje mu dobro, przedstawia mu prawdę i prowadzi go ku miłości, która stanowi jego najgłębszą treść. Ono jest "lampą" dla stóp człowieka i "światłem" na jego ścieżce (Ps 119, 105). Później zaś chrześcijanie wiedzieli, że to w Chrystusie obecne jest Prawo (Torah), Słowo Boga jest obecne w Nim, jest Osobą.
Słowo Boże jest prawdziwym światłem, którego człowiek potrzebuje. To Słowo jest obecne w Nim, w Synu. Psalm 19 porównuje Prawo ("Torę") do światła, które wschodząc, objawia chwałę Boga w taki sposób, że staje się ona widzialna w całym świecie. Chrześcijanie rozumieją: tak, w zmartwychwstaniu Syn Boży zajaśniał jako Światło nad światem. Chrystus jest wielkim Światłem, z którego pochodzi wszelkie życie. To On sprawia, że jesteśmy w stanie rozpoznać chwałę Boga, która rozszerza się od jednego do drugiego krańca ziemi. On wskazuje nam drogę. On jest Dniem Bożym, który teraz wzrastając, rozszerza się po całej ziemi. Teraz, żyjąc z Nim i dla Niego, możemy żyć w światłości.
W czasie Wigilii Paschalnej, Kościół ukazuje misterium światła Chrystusa w znaku świecy paschalnej, której płomień jednocześnie daje światło i ciepło. Symbolika światła połączona jest ze znakiem ognia: jasność i ciepło, jasność i przemieniająca energia, która zawarta jest w ogniu – prawda i miłość są ze sobą połączone. Świeca paschalna płonie i dzięki temu spala się: krzyż i zmartwychwstanie są nierozdzielne. Z krzyża, na którym [Chrystus – przyp. red.] poświęca samego siebie w ofierze, rodzi się światło, stąd pochodzi prawdziwa światłość świata. Od świecy paschalnej wszyscy zapalamy nasze świece, przede wszystkim świece nowo ochrzczonych, którym w tym Sakramencie światło Chrystusa zostaje wszczepione w głębię ich serca. Starożytny Kościół nazwał chrzest fotismos, czyli "oświecenie", przekazanie światła. Połączył to "oświecenie" nierozerwalnie ze zmartwychwstaniem Chrystusa. W czasie chrztu Bóg mówi do ochrzczonego: "Niech stanie się światło!".
Ochrzczony zostaje wprowadzony do wnętrza światła Chrystusa. Wówczas Chrystus oddziela światło od ciemności. To w Nim rozpoznajemy, co jest prawdziwe, a co jest fałszywe, co jest światłością, a co jest ciemnością. Wraz z Nim pojawia się w nas światło prawdy i wtedy wszystko zaczynamy rozumieć. Kiedy pewnego dnia Chrystus zobaczył ludzi, którzy przyszli, aby Go słuchać i oczekiwali od Niego wskazówek, zrobiło Mu się ich żal, ponieważ byli jak "owce bez pasterza" (Mk 6, 34). Pośród sprzecznych prądów w tamtych czasach, nie wiedzieli, do kogo mają się zwrócić. Ileż współczucia musi On odczuwać również w naszych czasach z powodu tych wszystkich wielkich dyskusji, za którymi tak naprawdę kryje się wielkie zagubienie. Dokąd powinniśmy pójść? Jakie są wartości, którymi moglibyśmy się kierować? Wartości, według których można by wychowywać młodzież, bez dawania im zasad, które przecież nie wytrzymają próby czasu? Czego nie powinniśmy wymagać? Czego nie powinno się im narzucać? Jezus Chrystus jest Światłem. Świeca chrzcielna jest symbolem oświecenia, które zostaje nam dane w czasie chrztu świętego. Dzisiaj święty Paweł mówi do nas w sposób bardzo bezpośredni. W Liście do Filipian pisze, że pośród narodu zepsutego i przewrotnego, chrześcijanie powinni jaśnieć jak źródła światła w świecie (zob. Flp 2, 15).
Módlmy się do Pana, aby ten mały płomień świecy, jaki On zapalił w nas, delikatne światło Jego słowa i Jego miłości pośród zamętów obecnego czasu nie zgasł, lecz wciąż się w nas powiększał i stawał się coraz jaśniejszy. Abyśmy stawali się wraz z Nim "ludźmi dnia", gwiazdami dla naszych czasów.

Źródło Wody Żywej

Drugim symbolem Wigilii Paschalnej – czyli nocy chrztu świętego – jest woda. Wzmianka o niej pojawia się w Piśmie Świętym, a przez to również w wewnętrznej strukturze sakramentu chrztu świętego, w dwóch przeciwstawnych sobie znaczeniach. Z jednej strony mowa jest o morzu, które jawi się jako moc przeciwna życiu na ziemi, jako jego nieustanne zagrożenie, której jednak Bóg położył granice. Dlatego Apokalipsa mówi o nowej ziemi należącej do Boga, gdzie morza już nie będzie (21, 1). Woda jest tutaj elementem śmierci, dlatego staje się symbolicznym przedstawieniem śmierci Jezusa na krzyżu. Chrystus wszedł do morza śmierci jak Izrael do Morza Czerwonego. Powstając z martwych, On daje nam życie. To oznacza, że chrzest jest nie tylko obmyciem, ale jest nowym narodzeniem: z Chrystusem wstępujemy jakby do morza śmierci, aby z niego wyjść jako nowe stworzenie.
Inne znaczenie wody w Piśmie Świętym – to źródło wody żywej, wody, która daje życie albo pojawia się jako wielka rzeka, z której pochodzi życie. Według pierwotnego zwyczaju Kościoła, chrztu świętego powinno się udzielać świeżą wodą źródlaną. Bez wody nie ma życia. Znamienne jest, jak wielkie znaczenie mają w Piśmie Świętym studnie. To są miejsca, z których wytryska życie. Przy studni Jakubowej Chrystus zapowiada Samarytance nowe źródło, wodę prawdziwego życia. On objawia się jej jako nowy Jakub, ten prawdziwy, odkrywający ludzkości studnię, na którą ona oczekuje: odkrywa wodę, która daje życie, która nigdy się nie wyczerpuje (J 4, 5-15). Święty Jan opisuje, jak żołnierz włócznią przebił bok Jezusa, i z tego otwartego boku – z Jego przebitego serca – wypłynęła krew i woda. Starożytny Kościół widział w tym symbole chrztu świętego i Eucharystii, sakramentów wypływających z przebitego boku Jezusa. W swojej śmierci Jezus sam stał się źródłem. Prorok Ezechiel w swojej wizji oglądał nową świątynię, z której wypływała woda, i która stawała się wielką rzeką dającą życie (Ez 47, 1-12). Na ziemi, która zawsze cierpiała suszę i brak wody, to była wielka wizja nadziei. Chrześcijanie pierwszych wieków zrozumieli, że to właśnie w Chrystusie zrealizowała się ta prorocka wizja. On jest prawdziwą, żyjącą Świątynią Boga. On jest Źródłem Wody Żywej. Z Niego wypływa wielka rzeka, która w chrzcie świętym odnawia świat i sprawia, że ziemia owocuje; wielka rzeka wody żywej, Jego Ewangelia, która czyni ziemię płodną. W swojej mowie podczas Święta Namiotów Jezus prorokował o rzeczy jeszcze większej: "Kto wierzy we Mnie… z jego wnętrza popłyną strumienie wody dającej życie" (J 7, 38). W chrzcie świętym Pan czyni z nas nie tylko ludzi światła, ale także źródła, z których wypływa żywa woda. Każdy z nas zna osoby, z którymi spotkanie czyni nas jakby bardziej świeżymi i odnowionymi; osoby, które są jakby pełne żywej, źródlanej wody. Niekoniecznie trzeba tutaj zaraz myśleć o wielkich osobowościach, jak św. Augustyn, Franciszek z Asyżu, Teresa z Avila czy Matka Teresa z Kalkuty, o osobach, przez które naprawdę rzeki żywej wody spłynęły na ziemię. Dzięki Bogu, osoby takie spotykamy nieustannie, także w naszym życiu codziennym: osoby, które są źródłami. Oczywiście, spotykamy też i sytuacje przeciwne: spotykamy osoby, z których emanuje coś negatywnego, są jakby stawem wody stęchłej, a nawet wprost wody zatrutej. Prośmy Pana, który dał nam łaskę chrztu świętego, abyśmy mogli być zawsze źródłami czystej i świeżej wody, wytryskującej ze źródła Jego prawdy i Jego miłości.

Pieśń dla Pana

Trzeci wielki symbol Wigilii Paschalnej jest natury szczególnej; angażuje on całego człowieka. Jest to śpiew pieśni nowej – "Alleluja". Kiedy człowiek doświadcza wielkiej radości, nie może zatrzymać jej dla siebie. Musi ją wyrazić, przekazać innym. Ale co dzieje się, kiedy człowiek zostaje dotknięty światłem zmartwychwstania i w ten sposób wchodzi w kontakt z samym Życiem, Prawdą i Miłością? O tym doświadczeniu nie może on jedynie mówić. Mówienie już nie wystarcza. On musi śpiewać. Pierwszą wzmiankę o śpiewie w Biblii spotykamy po przejściu przez Morze Czerwone. Izrael wyzwolił się z niewoli. Wyszedł z niebezpiecznych głębokości morza. Jest jak nowo narodzony. Żyje i jest wolny. Biblia opisuje reakcję ludu na to wielkie wydarzenie ocalenia w zdaniu: "Lud uwierzył w Pana i w Mojżesza Jego sługę" (Wj 14, 31).
I potem następuje druga reakcja, która jako pewnego rodzaju wewnętrzna konieczność wynika z pierwszej: "tak więc Mojżesz i Izraelici śpiewali tę pieśń Panu…". Podczas Wigilii Paschalnej my, chrześcijanie, po trzecim czytaniu intonujemy tę pieśń, śpiewamy ją jako naszą pieśń, ponieważ także i my dzięki mocy Bożej zostaliśmy wyciągnięci z wody i wyzwoleni do nowego prawdziwego życia.
W Apokalipsie św. Jana znajduje się zadziwiające porównanie naszego śpiewu do śpiewu Mojżesza po wyzwoleniu Izraela z Egiptu i po wyjściu z Morza Czerwonego. Przed nadejściem ostatnich siedmiu plag nałożonych na ziemię pojawia się przed widzącym "jakby morze szklane, pomieszane z ogniem i ci, co zwyciężają bestie i obraz jej, i liczbę jej imienia, stojący nad morzem szklanym. Mają harfy Boże i śpiewają pieśń Mojżesza, sługi Bożego, i pieśń Baranka" (Ap 15, 2n). W tym obrazie opisana jest sytuacja uczniów Jezusa Chrystusa wszystkich czasów, sytuacja Kościoła w historii tego świata. Widziana po ludzku jawi się jako sprzeczność. Wspólnota znajduje się w sytuacji wyjścia z otchłani Morza Czerwonego, które paradoksalnie jest jednocześnie lodem i ogniem.
Zapytuję: czy Kościół nie powinien chodzić zawsze po morzu, poprzez ogień i zimno? Patrząc po ludzku, Kościół powinien się zatopić. Oto, podczas gdy chodzi jeszcze pośród fal Morza Czerwonego, Kościół śpiewa, intonuje pieśń chwały sprawiedliwych: pieśń Mojżesza i Baranka, w której współbrzmi Stare i Nowe Przymierze. Gdy powinien się zatopić, Kościół śpiewa pieśń wdzięczności ocalonych. On stoi na wodach śmierci historii, a jednak jest już zmartwychwstały. Śpiewając tę pieśń, Kościół chwyta mocno za rękę Pana, który trzyma go ponad wodami. I wie, że tym sposobem zostaje uniesiony ponad siłę przyciągania śmierci i zła – siłę, od której w przeciwnym razie nie byłoby drogi wyjścia – uniesiony i przyciągnięty do nowej siły przyciągania ze strony Boga, prawdy i miłości.
Kościół, do czasu, znajduje się jeszcze pomiędzy dwoma polami przyciągania. Lecz od momentu, w którym Chrystus zmartwychwstał, przyciąganie miłości stało się silniejsze od przyciągania nienawiści; siła przyciągania życia stała się mocniejsza od siły śmierci. Czy przypadkiem taka nie jest naprawdę sytuacja Kościoła wszystkich czasów? Często miało się wrażenie, że powinien on zatonąć, a tymczasem zawsze zostaje ocalony. Święty Paweł takimi oto słowami zilustrował tę sytuację: "Jesteśmy niby umierający, a oto żyjemy" (2 Kor 6, 9). Zbawcza ręka Chrystusa Pana nas wspiera i dlatego już teraz możemy wyśpiewywać pieśń ocalonych, pieśń nową zmartwychwstałych: "Alleluja!". Amen.
Tłum. o. Zdzisław Klafka CSsR

———————————————————————————–

 

 

 

 


 

Piszą o nas?  Gość Płocki Wakacje 2008.

 

 


 

 

Homilia ks. bp. Antoniego P. Dydycza, biskupa drohiczyńskiego, wygłoszona na pogrzebie śp. ks. Tadeusza Krakówki 5 marca 2009 r. w Miłkowicach Maćkach

1. Powraca czas proroków
Okres Wielkiego Postu, każdego roku od nowa przygotowując nas na spotkanie ze śmiercią i zmartwychwstaniem, nierzadko odwołuje się do proroków Starego Testamentu. Dzisiaj więc, kiedy zgromadziliśmy się w tej świątyni, aby modląc się, pożegnać tutejszego pasterza, bestialsko zamordowanego, staje nam przed oczyma prorok Jeremiasz, a na usta cisną się słowa jego lamentacji.
"O wy wszyscy, którzy kroczycie tą drogą, przypatrzcie się dobrze i spójrzcie, czy jest gdzieś ból tak wielki jak boleść, której ja doznaję" (Lm 1, 12).
O wy wszyscy, którzy zgromadziliście się dzisiaj w tej świątyni i na zewnątrz, którzy zgromadzeni jesteście przy radioodbiornikach, "przypatrzcie się dobrze i spójrzcie, czy jest boleść tak wielka jak…" ta, której doznaje Jezus Chrystus. Ten, który siebie samego oddał za nas, abyśmy nawracali się i czynili dobrze! Czy jest taka boleść, jak boleść Matki Najświętszej, która kolejny raz znajduje się pod krzyżem, tym razem pod krzyżem ks. Tadeusza! Czy jest taka boleść, jak boleść Kościoła, który od wieków głosi miłość i sprawiedliwość, szacunek dla każdego człowieka!? Przypatrzcie się, czy jest ból tak wielki, jak ból drohiczyńskiej diecezji, doświadczającej pierwszy raz w swoich dziejach tak straszliwej ofiary?! A czy może być boleść większa od bólu ojca, który miał wszelkie prawo liczyć, że to syn go pochowa! A stało się inaczej. Czy jest ból większy od cierpienia sióstr, brata, ich rodzin?! Znajomych i przyjaciół? Parafian z wielu placówek duszpasterskich, na których pracował ks. Tadeusz? A jakaż jest boleść tutejszych parafian?!
Boże nasz miłosierny, za Jeremiaszem wołam do Ciebie: "Posłuchaj, jak wzdycham boleśnie, a nie ma nikogo, kto by mnie pocieszył" (Lm 1, 20). Zstąp, o nasz Panie, pomiędzy nas i jak kiedyś uciszyłeś burzę na morzu, podniosłeś na duchu słabego Piotra, przywróciłeś życiu w łasce Szawła, zstąp, Panie Jezu, i pokrzep nas swoją mocą i swoim błogosławieństwem. My bowiem tylko w Tobie posiadamy nadzieję i ku Tobie się zwracamy:
"Racz nas, Panie, ku sobie obrócić,
abyśmy mogli powrócić do Ciebie!
I odnów dni nasze, byśmy byli tacy, jak za dni minionych. Bo czyżbyś nas odtrącił na zawsze?
Czy jesteś aż tak bardzo na nas zagniewany?" (Lm 5, 21-22).

2. Pamiętajmy o wierności Bogu
Niech w tych straszliwych dniach pokrzepia nas życie i nauka św. Pawła. On tak jak my stawiał sobie różne pytania. W Liście do Rzymian widać to wyraźnie, gdy pisze: "Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (…) Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź" (Rz 8, 31.35-36).
Upływa już dwa tysiące lat, a Twoi słudzy, o Jezu, ciągle są zabijani! Mordowano Apostołów. Przez trzysta lat wszyscy Papieże ginęli śmiercią męczeńską. A w naszej Ojczyźnie od samych początków umierają kolejni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice. Ongiś ginęli z ręki pogan czy wrogów Kościoła i Polski. Ale nadchodzą czasy, kiedy zaczynają umierać od swoich, z rąk własnych parafian!
Pochylaliśmy się z wielkim żalem nad ciałem ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów, którzy służąc Prawdzie i Miłości, nie mogli godzić się na zło. Dzisiaj mnie – drohiczyńskiemu biskupowi wraz ze wszystkimi kapłanami, z ojcem i rodziną oraz wiernymi, trzeba pochylić się nad trumną ks. Tadeusza, tutejszego proboszcza. Nasze serca są pełne bólu. Naszym oczom nie starcza łez. Nasze sumienia są poruszone. Nie możemy bowiem zrozumieć, jak to było możliwe? Tutaj, na męczeńskim Podlasiu! Tak blisko tego miejsca, na którym dziesięć lat temu Jan Paweł II wyznał: "Witaj, ziemio podlaska! Ziemio ubogacona pięknem przyrody, a przede wszystkim uświęcona wiernością tego ludu, który w czasie swej historii był niejednokrotnie boleśnie doświadczany i musiał zmagać się z ogromnymi i różnorodnymi przeciwnościami" (Drohiczyn, 10.06.1999).
Gdzież się podziała ta wierność?! Co czują teraz ci, którzy przez dziesięciolecia trwali mocno przy Chrystusie i Jego przykazaniach? Dla których wiara święta i Kościół były zawsze największym skarbem? Jak mogło dojść do czegoś podobnego przy sanktuarium św. Rocha, tak blisko serca diecezji?!
Wielki Post jest wezwaniem do nawracania się. Nawróćmy się i my, bo mamy z czego. Możemy bowiem żalić się na środki społecznego przekazu, które wciąż pokazują deprawujące zachowania i mody. Możemy obserwować nasilające się antyklerykalne postawy. Ale kto to wszystko opłaca, kto to kupuje, kto czyta, kto słucha i kto ogląda? Czyż nie czas najwyższy, byśmy zdobyli się na odwagę i powiedzieli: dosyć. Dosyć propagandy zła! Nie tak daleko stąd zginął ojciec z rąk syna, giną dzieci z rąk matek, brat zabija brata. Uderza się w kapłanów. Zastanówmy się nad tym głęboko. Czy to nie my jakże częstymi oszczerstwami i plotkami szerzymy nienawiść? Czy to nie my zatruwamy życie jadem zazdrości i nienawiści? Zwłaszcza czytając, słuchając i oglądając demoralizujące media!
Oto, co mówi prorok Ezechiel: "Dlatego zwróć się, synu człowieczy, i (…) powiedz im tak: Oto, co mówi Bóg i Pan wasz: Wasi ojcowie tym Mnie też znieważyli, że nie dotrzymali Mi wierności" (Ez 20, 27).
O tej wierności mówił Jan Paweł II. To o tej wierności zbyt często zapominaliśmy. Aż nadszedł ten straszliwy dzień! Ten czas powtarza się coraz częściej. W ostatnich dniach uderzył w ks. Tadeusza.

3. Kim był ks. Tadeusz Krakówko?
Ksiądz Tadeusz Krakówko urodził się w Grodzisku z rodziców Tadeusza i Krystyny Łępickiej 29 listopada 1955 roku. Chrzest otrzymał pięć dni później w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Siemiatyczach. Wraz z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa dzieciństwo i pierwszą młodość spędził w miejscowości Krakówki – Dębki na terenie parafii ostrożańskiej. W Borzymach i Ostrożanach uczęszczał do szkoły podstawowej. Zaś w Czartajewie ukończył technikum rolnicze. Potem podjął pracę w Gminnej Spółdzielni w Grodzisku. Przez kolejne dwa lata odbywał służbę wojskową, po której jeszcze przez rok pracował w poprzednim miejscu. Natomiast blisko dwanaście miesięcy przed wstąpieniem do Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie uczył w szkole podstawowej w Broniszach.
Mając 25 lat, rozpoczął studia seminaryjne. Na piątym roku pobytu w seminarium w Perlejewie został wyświęcony na diakona, a 15 czerwca 1986 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. bp. Władysława Jędruszuka w kościele parafialnym w Nurcu Stacji.
Pierwsze dwa lata pracował jako wikariusz w Wyszkach, po roku swoje powołanie pełnił w Strabli i Śledzianowie, następnie przez dwa lata przebywał w Dziadkowicach i znowu jeden rok w Winnej Poświętnej. Ostatnie cztery lata pracy wikariuszowskiej spędził w Ciechanowcu. W sierpniu 1997 roku objął probostwo w Szmurłach, skąd po dziesięciu latach przeszedł do Miłkowic Maciek, gdzie pierwszego marca zginął z rąk zabójców.
Chętnie uczestniczył w różnych zadaniach ogólnodiecezjalnych, w dekanacie nadbużańskim, czyli drohiczyńskim, był ojcem duchownym. Zadanie swoje wykonywał sumiennie, zawsze zatroskany o sprawy duszpasterskie, ale pamiętał również i z troską zabiegał o administrację oraz porządek w otoczeniu. Miał ducha franciszkańskiego, lubił ptaki i w ogóle przyrodę. W naszej pamięci pozostaje jako kapłan wyjątkowo spokojny, chociaż nie bał się podejmować trudnych decyzji, zawsze jednak w zgodzie z Ewangelią i przepisami kościelnymi.
Miał przed sobą jeszcze wiele lat pracy kapłańskiej. Zginął u progu Wielkiego Postu, jakby ten sam, który kusił Pana Jezusa, bał się, że praca ks. Tadeusza przyczyni się do oczyszczenia wielu sumień, do lepszego przygotowania na przeżycie tajemnicy zmartwychwstania, do oderwania się od wszelkiego zła. I to właśnie zło postąpiło tak, jak czyni to od zawsze – uderzyło z bezwzględnością w życie kolejnego kapłana, którego ofiara łączy się z ofiarą Syna Bożego.
W tym momencie i w tym miejscu należy wsłuchać się w słowa Jezusowe, które wypowiedział w bliskości swojej męki. Pan Jezus niczego nie ukrywał, szczerze zapowiadał, że: "(…) przedtem wystąpią przeciwko wam, będą was prześladować, wydawać synagogom i wtrącać do więzień, wodzić przed królów i namiestników z powodu mojego imienia. Jednak to będzie o was (dobrze) świadczyć. (…) Będą zaś wydawać was w ręce nieprzyjaciół nawet wasi rodzice, bracia, krewni i przyjaciele i niektórych spośród was pozbawią życia. Z powodu mojego imienia wszyscy będą was mieć w nienawiści. Lecz nawet jeden włos z głowy waszej nie przepadnie. Dzięki swej wytrwałości ocalicie wasze dusze" (Łk 21, 12-19).
Ksiądz Tadeusz pozostał wierny powołaniu Chrystusowemu. Nie uląkł się przemocy. Do końca szedł za Jezusem. Nawet wtedy, gdy:
"Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich" (Iz 53, 7).

4. Nawracajmy się, czas już najwyższy!
Zaledwie cztery dni wcześniej ks. Tadeusz podczas posypania głów popiołem przypominał wezwanie wielkopostne o potrzebie nawracania się, nawiązując do proroka Joela. Wołał w imieniu Pana Boga: "Nawróćcie się do Mnie z serca całego, poszcząc, płacząc i lamentując. Serca rozdzierajcie, a nie szaty wasze, nawróćcie się do Pana Boga waszego! Bo jest On łaskawy i miłosierny, wielkoduszny i przebogaty w dobroć i boli Go wszelka człowiecza niedola" (Jl 2, 12-13).
Mamy się nawracać z całego serca. Nie nam rozsądzać o winie. Nie nam wydawać wyroki. Ale to my możemy stawiać tamy złu albo szeroko otwierać mu drzwi naszych domów, szkół i różnych instytucji; naszej kulturze i naszym zachowaniom! Nie możemy przejść obojętnie obok wyznania jednego z zabójców innego kapłana, który przyznał się, że uczynił to z nienawiści do księży katolickich. A skąd się ta nienawiść wzięła? Czy nie z naszych mediów, z wypowiedzi jakże licznych polityków i dziennikarzy, którzy z taką łatwością w poczuciu bezkarności, posługując się obelżywymi słowami, atakują kapłanów, wciąż dzielą biskupów, podstępnie ośmieszają kolejnych Papieży? Uderzają w moralność i wszelkie zdrowe zasady.
Na tak postawione pytanie, również w obliczu tej śmierci, należy jasno zareagować. Ale to nie wszystko. Nie możemy jedynie wskazywać palcem na innych. Przecież ci ludzie od dziecięcych lat słyszą to, co się mówi w domu; widzą to, co się dzieje w najbliższym otoczeniu. Jeżeli nie z jednej, to z drugiej strony, ale to zło atakuje. Czy stawiamy temu opór? Czy uczymy powstrzymywania się od zła, utajonego pod różnymi postaciami, np. alkoholu i wszelkich środków odurzających? Czy uczymy skromności i pracowitości? A może chwalimy tych, którzy łatwo się bogacą, nie patrząc ani na uczciwość, ani na sprawiedliwość, tylko na chęć zysku, nawet kosztem ludzkiego życia?
Od takich pytań nikt z nas nie jest wolny. Nie chcę być wolny i ja. Stawiam je najpierw sobie, stawiam je wszystkim kapłanom i katechetom! To prawda, nie wszystko da się zrobić. I dlatego znad tej trumny płynie ku nam gorący apel: nawracajmy się, szczerze i zdecydowanie; zmieniajmy nasze życie i myślenie; świętymi bądźmy.
Sądy ludzkie wydają wyroki, wskazując na konkretnych sprawców, chociaż wszyscy wiemy, że różne mogą być początki schodzenia na złą drogę. Módlmy się więc o nawrócenie sprawców tej tragedii, tych bezpośrednich i tych z daleka. I zróbmy wszystko, aby polskie dzieci i polską młodzież chronić przed wpływami zła. I nie tłumaczmy się, że są już dorośli. Dorosłości latami się nie zmierzy. Ale dorosłymi się staną wtedy, kiedy zauważymy, że potrafią odróżniać dobro od zła. Dajmy tę szansę kolejnym pokoleniom. Nie żałujmy trudu. Nie lękajmy się szczerej współpracy z Kościołem i szkołą. I bądźmy czujni na tych wszystkich, i na to wszystko, co sieje zło. Umiejmy reagować zdecydowanie i natychmiast. Sumienia dobrze ukształtowane są najwspanialszym wianem, jakie rodzice mogą ofiarować dzieciom.

5. W Bożym Miłosierdziu nasza nadzieja
Umocnieni zaś wiarą w Boga, miejmy nadzieję, że ofiara ks. Tadeusza nie pójdzie na marne. Poucza nas o tym św. Paweł, jakby pytając nas: "Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Przyjmując więc chrzest zanurzający nas w śmierci, zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca" (Rz 6, 3-4).
Słowa św. Pawła mają swoje źródło w Ośmiu Błogosławieństwach, które zawierają wizję nowego człowieka, odkupionego przez Jezusa Chrystusa, zdążającego przez różne ziemskie doświadczenia ze śmiercią włącznie – ku uczestnictwu w zmartwychwstaniu Syna Bożego.
Z pewnością bardziej wyraziście i przekonująco brzmi ostatnie błogosławieństwo, gdy go słuchamy nad trumną kapłana-męczennika: "Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko zło na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie" (Mt 5, 12-12a).
Głęboko wierzymy, że dusza ks. Tadeusza cieszy się wiecznym szczęściem, a my naszą modlitwą, naszym postanowieniem zachowywania się zgodnie z Bożymi przykazaniami pragniemy podziękować Panu Bogu za ten dar kapłaństwa, którym obdarzył nas wszystkich, a zwłaszcza tych, z którymi duszpastersko pracował tutejszy ksiądz proboszcz. Jemu to dziękujemy gorąco za posługę kapłańską, za sprawowane Msze św., pozostałe sakramenty, za nauki i katechezy, za śluby i pogrzeby, za wizyty duszpasterskie i odwiedziny chorych, za jego cierpliwość, pogodę ducha i wszelki przejaw gorliwości kapłańskiej.
Obecnemu tutaj ojcu, także Tadeuszowi, i nieżyjącej matce Krystynie, całej rodzinie wyrażam wdzięczność za przyjęcie daru powołania i współuczestnictwo w jego rozwoju, a później już w kapłańskiej działalności. Jednocześnie składam wyrazy współczucia. Wszyscy wierzymy w zmartwychwstanie, ale też każde ostatnie pożegnanie, zwłaszcza w takich okolicznościach, jest źródłem wyjątkowego bólu. Nie jesteście sami! Jesteśmy razem! Jest z nami wiele osób, które nadesłały wyrazy współczucia, są z nami ci, którzy przebywają w niebie. Niech ta wspólnota, która objawiła się dzięki tej ofierze, rozwija się coraz bardziej, niech będzie dla nas wezwaniem do modlitw o nowe powołania kapłańskie i zakonne, niech uczy nas mądrej i szczerej współpracy z każdym kapłanem. Niech nas strzeże przed szatańskimi pokusami, które zmierzają do zbrodni, do niszczenia, do zabijania tych, którzy w imię Chrystusa niosą nam nadzieję zbawienia wiecznego. Starajmy się z wdzięcznością przyjmować dar kapłaństwa. Oby spełniło się na nas proroctwo Joelowe, a Pan nieba i ziemi:
"Może się ku nam zwróci,
może żal się Mu nas zrobi?
Może wam znów swoje błogosławieństwo ześle
i znów składać będziecie ofiary z pokarmów i płynów,
aby uczcić Pana i Boga waszego?
Zadmijcie w róg na Syjonie
i posty święte zarządźcie,
ogłoście też święte zgromadzenie" (Jl 2, 14).
I tak jak to ma miejsce dzisiaj:
"Niech między przedsionkiem
a ołtarzem
zaczną lamentować kapłani,
zaś słudzy Pańscy niech mówią:
Miej litość, o Panie, nad Twoim ludem, nie wydawaj na pohańbienie dziedzictwa Twego" (Jl 2, 17).
Jezu Miłosierny, przez wstawiennictwo swojej Matki, św. Rocha i naszych patronów, przez krew męczenników dawnych i obecnych, przez śmierć ks. Tadeusza okaż swoje miłosierdzie i przebacz nam winy nasze. Przebacz, Panie, przebacz ludowi swojemu! Amen.

 

 


 

 

4 marca

 


  

Poradził sobie z rakiem !

Na prośbę wielu osób cierpiacych na chorobę RAKA podaję link do Metody Wchłaniania Naturalnej Infekcji  opracowaną przez profesora fizyki dr. Ashkara z USA 

http://video.google.com/videoplay?docid=5079092686077030122&q=source%3A009894049035311951230&hl=en

 

  


 
 

http://www.gloriapolo.com/ 

 

 


 

  
Fot. Artur Stelmasiak

/ tygodnik Niedziela 45/2008 r./

Spotkania przewodniczących Konferencji Episkopatów Europy odbywają się raz do roku i trwają kilka dni. Jest to okazja do refleksji nad życiem Kościołów w poszczególnych krajach. Hasłem wywoławczym tegorocznego spotkania były słowa: „Media i Kościół – nadzieja czy niepokój?”. Przygotowaniem do tego tematu była ankieta, którą wcześniej otrzymali biskupi, a jej wyniki stały się okazją do dyskusji i refleksji.

O mediach katolickich w Europie
Na podstawie wystąpień biskupów i ekspertów oraz wyników przeprowadzonych ankiet, które trafiły do rąk uczestników, z miłym zdumieniem stwierdziłem, że Kościół jest obecny w mediach we wszystkich krajach Europy, i to w mediach państwowych, także w krajach „programowo” laickich, np. we Francji. Dla mnie to znak, że jednak budzi się głód Pana Boga w ludziach. Mimo silnych działań w kierunku sekularyzacji, eliminowania pytań o Kościół i o Boga, które, według mnie, są sterowane – bo jak zrozumieć fakt, że wszędzie jak pod dyktando nagłaśnia się różne tematy, schematycznie atakujące religię, etykę, akcentujące rzekome bogactwa Kościoła czy oskarżające go o zaściankowość – daje się zauważyć głód podstawowych pytań egzystencjalnych. Fakt, że ludzie nie pozwolili sobie wydrzeć wrażliwości na to, co najważniejsze w naszym życiu, co nieprzemijające, budzi nadzieję ożywienia wiary na przyszłość.
We wszystkich krajach Europy wychodzą tygodniki, gdzieniegdzie także dzienniki katolickie. Na Węgrzech jest dziennik internetowy, cieszący się sporym uznaniem. Jest kilka ciekawych eksperymentów medialnych, jak np. w Czechach, gdzie jeden z księży prowadzi ze współpracownikami dwudziestogodzinny program telewizyjny. Mówiąc o Polsce, pochwaliłem się Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Wprawdzie telewizja ta jest stacją prywatną Fundacji „Lux Veritatis”, jednak biorąc pod uwagę poruszaną w niej tematykę, jest z pewnością medium katolickim. Biskupi relacjonowali, że w niektórych miejscach Radio Maryja z trudem zyskuje uznanie, ale w większości zanotowano pozytywne próby jego obecności na antenie i korzyść duchową dla słuchaczy. Telewizja, jak stwierdzono, jest bardzo drogim medium, koszty jej utrzymania przekraczają możliwości Kościoła nawet w najbogatszych krajach Europy.
Trzeba stwierdzić, że media to jeden z wielu sposobów przekazywania orędzia Dobrej Nowiny, i z dużą pewnością należy przyjąć, że rola tego środka ewangelizacji będzie wzrastać. Stąd rodzi się potrzeba doskonalenia form przekazu i szukania sposobów docierania do ludzi o ciągle zmieniających się upodobaniach recepcyjnych. Dodajmy, że są to środki bogate i nie wolno ich pomijać, ale sądzę, że nie wolno zapomnieć, iż w przekazie Słowa Bożego najważniejszy jest kontakt bezpośredni. Obecność księdza, zakonnicy, chrześcijanina we wspólnocie wierzących promieniuje wiarą, staje się świadectwem i wytwarza wokół siebie zdrowy zwyczaj oparty na Ewangelii, co jest sprawą podstawową. I tak pierwszymi, a pewnie i najważniejszymi ewangelizatorami w rodzinie pozostaną zawsze rodzice i dziadkowie.
O mediach katolickich w Polsce
Polska w grupie krajów byłego bloku komunistycznego jawi się jako kraj bogaty w różne pisma katolickie. Osobiście uważam – co już w tym miejscu kilkakrotnie ujawniałem – że „Gość Niedzielny” i „Niedziela”, „Idziemy”, „Przewodnik Katolicki” czy „Pielgrzym” to komplementarne i dobre pisma.
Ostatnie doświadczenia w naszej diecezji nieco zweryfikowały moje spojrzenie na sposób obecności dwóch pierwszych tygodników w naszych parafiach. Wydaje mi się, że trzeba kontynuować zamysł – który w naszej diecezji funkcjonuje już piętnaście lat – promowania tygodnika z edycją diecezjalną. Osiem stron informacji lokalnych każdego tygodnia, które docierają do czytelników, to ważna pomoc w budowaniu poczucia wspólnotowości w Kościele lokalnym. Nie zwalnia to, oczywiście, redaktorów naczelnych i redaktorów edycyjnych od stałej troski i pracy nad doskonaleniem warsztatu i poszukiwaniem nowych form prezentacji życia Kościoła czy jego doktryny.
Kolportaż przez Ruch lub też indywidualna prenumerata umożliwiają korzystanie z wielu tytułów. Generalnie jednak uważam, że „Niedziela” będzie się rozwijać i będzie miała czytelników, bo jest wierna nauczaniu Kościoła.
Podobnie Radio Maryja i Telewizja Trwam mają coraz większe uznanie, lecz nie znaczy to, że nie trzeba ich nieustannie weryfikować i przestrzegać, żeby zabierały głos na tematy życiowe, były szczerze wierne nauce Kościoła, która domaga się wierności prawdzie, miłości w krytyce, a także wyrozumiałości dla potknięć innych, którym trzeba zwracać uwagę w trosce o dobro. Nie powinny też wchodzić bezpośrednio i bezkrytycznie w pola polityki i promowanie jednej partii. Nie są to drogi, które prowadzą do jedności ludzi w Kościele.
Nie sądzę, by nie stać nas było na różnorodność poglądów, oczywiście, w ramach zgodnych z normami Ewangelii i nauczania Kościoła. Od każdego z nas zależy, którą stację nadawczą, którą gazetę wybieramy, a na które media patrzymy bardziej krytycznie.
Mam natomiast poważne zastrzeżenia co do eklezjalności linii promowanej od lat przez „Tygodnik Powszechny”. Coraz trudniej mi uważać to pismo za prawdziwie katolickie. Niestety, coraz częściej chodzi po obrzeżach, a nawet chętnie je przekracza, rzekomo broniąc człowieka. Tak jest, kiedy nagłaśnia słabość ludzką, zamiast jej współczuć i zachęcać do jej przezwyciężania.
Ostatnio opisano tam problem teologa, który całe swoje życie niedomagał w ortodoksji, w wierności Kościołowi, i został upomniany przez Stolicę Apostolską w trosce o prawdy wiary, bo przecież nie można ludziom przekazywać półprawd, nie można bronić niepewnych czy błędnych twierdzeń, gdyż w konsekwencji zagraża to zbawieniu ludzi.
Bywa też, że pojawia się jakaś bieda kapłańska, np. eks-ksiądz, a „Tygodnik Powszechny” pierwszy czyni go bohaterem naszych czasów. Na słabość człowieka trzeba patrzeć oczami wiary, trzeba pomagać mu zrozumieć sytuację, zachęcać do nawrócenia, zamilknąć wobec tragedii niewierności, a nie uznawać, że to bohater, autorytet moralny. Można i trzeba mu współczuć, ale nie godzi się nadawać mu przymiotów bohatera.
Kolejna sprawa. Mija 40 lat encykliki „Humanae vitae”. Ojciec Święty Benedykt XVI z całą stanowczością podkreśla jej epokowe znaczenie, tymczasem łamy „Tygodnika” ciągle otwarte są dla atakujących tezy tej encykliki. Nie jest w porządku i zakon, który milczy na tego rodzaju publikacje konfratra. Doczekaliśmy czasów, że to katolicy świeccy, ludzie wierni, prości, muszą zareagować, powiedzieć, że tak nie wolno, że sumienie tych autorów nie jest prawe ani poprawne, bo stało się subiektywne, a powinno konfrontować swoje przekonania z nauką Kościoła. To jest wielka pokusa, że niektóre media, niektórzy ludzie chcą być mądrzejsi od Magisterium Kościoła i od Objawienia Bożego, od Pisma Świętego. Można im współczuć, ale należy cierpliwie ukazywać drogę prawdy. Powtórzę więc – ufam, że sami ludzie, czyli czytelnicy, wybiorą właściwe tytuły i media.
Kończąc ten fragment, może warto zacytować słowa Kadera Abdolaha Persa, mieszkającego w Holandii, gdzie skrył się z powodów politycznych: „Jeśli zetniesz drzewo, odrośnie; jeśli zranisz kogoś mieczem, rana po jakimś czasie się zagoi; jeśli ktoś wbije ci strzałę w serce, możesz ją wyciągnąć, ale rana zadana przez słowo nie goi się nigdy. Nie można zlikwidować skutków tego słowa. Drzewo urazy, które zasadziłeś, wypuści głębokie korzenie w ziemi, a jego gałęzie dotrą aż do czerwonej gwiazdy”.
Oprócz tego wiodącego tematu na sesji przewodniczących Konferencji Biskupów w Budapeszcie – Ostrzychomiu poruszano ważne dla Kościoła w Europie tematy: islamu, powołań, duszpasterstwa akademickiego, katechezy. Poruszono też tematy bioetyki, pewnych eksperymentów i tendencji obecnych w krajach Europy, takich jak legalizacja eutanazji czy nieograniczonej żadnym prawem naturalnym tzw. wolności.
Islam w Europie
W Polsce od kilku wieków mieszkają muzułmanie wierzący i praktykujący swoją religię. Od wieków byli ofiarnymi obywatelami i niejednokrotnie oddawali życie razem z innymi w polskiej sprawie (ginęli w obozach i bitwach jak inni). Nie wszędzie jednak te relacje układają się tak poprawnie. Bywają niekiedy radykalni muzułmanie i ich koncepcja wolności religijnej jest inna niż nasza. W wielu krajach muzułmańskich za przejście na chrześcijaństwo czeka śmierć, więzienie albo, w najlepszym wypadku, wykluczenie z rodziny, ze społeczeństwa, co niekiedy może mieć znaczenie w budowaniu stałych relacji między osobami różnych religii czy różnych kultur w europejskich krajach. Mimo to są bohaterscy muzułmanie, jak choćby ochrzczony w ostatnią Wielką Sobotę przez Benedykta XVI muzułmański dziennikarz Magdi Cristiano Allam. Wydano na niego wyrok śmierci.
Na naszym spotkaniu pojawiła się i ta kwestia – tak potrzebnego przecież i realizowanego dialogu z islamem. Powszechne jest przekonanie, że nasz kontakt z muzułmanami ma być ukierunkowany na to, by pomóc muzułmaninowi w Europie być lepszym, bardziej wierzącym muzułmaninem, a nie być nastawionym, żeby oni się zsekularyzowali i przestali wierzyć w Boga. We współczesnym ekumenizmie możemy się modlić o nawrócenie, o dojście do prawdy, ale nie można tego wymuszać ani stawiać jako wyłączny cel, bo pojawi się natychmiastowy odwet i konflikt wyzwalający nienawiść, zamknięcie się, poczucie krzywdy. Wystarczy, że człowiek będzie uczciwie szukał Pana Boga, a na pewno Go znajdzie. Przecież Bóg także szuka człowieka. I ci, którzy żyją według wiary, którą otrzymali od rodziców czy do której doszli zgodnie z sumieniem, zbawią się. To nie jest relatywizm, to jest prawda wypływająca ze świadomości, że Chrystus za wszystkich umarł na krzyżu. Myślę, że to jest to principium, które w wielu krajach Europy przyprowadza do Kościoła katolickiego i muzułmanów, i innych szukających wiary w Boga prawdziwego. Faktem jest, że tych nawróceń jest bardzo wiele.
Korzystając z ujawnionego na spotkaniu biskupów doświadczenia Europy Zachodniej, powiedzieć trzeba, że przygotowanie do małżeństwa z muzułmanami powinno trwać dłużej niż się uważa powszechnie. Pozycja kobiety, matki, pozycja mężczyzny i dziecka w kulturze i w rodzinie muzułmańskiej są zupełnie inne niż w tradycji europejskiej. Dlatego chciałbym przestrzec, że proces przygotowania do takiego małżeństwa powinien być kilkuletni. Czas rozeznania, uściślenia ustaleń, budowania trwałego, wzajemnego zaufania i drogi, którą się wybrało, musi być zdecydowanie dłuższy niż ma to miejsce w sytuacji małżeństw jednokulturowych, jednowyznaniowych. Wiemy też z naszych polskich doświadczeń, że niejednokrotnie muzułmańscy mężowie zobowiązują się do zgody na wychowanie dziecka po chrześcijańsku, a potem to dziecko zabierają, wyjeżdżają do swego kraju, pozostawiając kobietę samą, bez możliwości kontaktu nie tylko z mężem, ale i z dziećmi.
O Kościele Ameryki Łacińskiej i Afryki
Obecność na europejskich zebraniach biskupów z Afryki czy Ameryki Łacińskiej jest już stałą praktyką, pozwalającą na bliższe rozeznanie lokalnych sytuacji. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w wielu krajach trwa prześladowanie religii. Świat o tym wie i milczy. Myślę, że trzeba o tym mówić. Okazuje się, że w kilku krajach Ameryki Południowej jest podtrzymywana cała ideologia prowadząca do tego, by za wszelką cenę utrzymać marksizm, a to się zawsze wiąże z ateizacją, z trudnościami, które się czyni Kościołowi, z prześladowaniami, utrudnieniami praktyk religijnych. To jest też jakiś „dzwonek” dla nas wszystkich, że Kościół cierpi, jeśli choć jeden jego członek cierpi. Trzeba prześladowanych wspierać modlitwą do Pana, który jest Bogiem prawdy i miłości. Trzeba też zagospodarować we właściwy sposób naszą wolność, bo nigdy nie otrzymujemy tych darów raz na zawsze.
W czasie omawianego spotkania przeżyłem miłą niespodziankę. Podszedł do mnie nuncjusz z Brukseli, będący przy Parlamencie Europejskim przedstawicielem Stolicy Apostolskiej, i powiedział, że obok gmachu Parlamentu jest kościół, który w niedzielę na kilku Mszach św. jest zawsze wypełniony wiernymi. To są właśnie polscy emigranci, którzy nie tylko szukają pracy, ale i modlą się, szukają Boga. To znak, że polskie duszpasterstwo zdaje egzamin, bo niedziela powinna być – także dla emigrantów i podróżnych – dniem Pańskim, spotkaniem z Bogiem. To jest też wskazówka, że nasze duszpasterstwo powinno być uczciwie wymagające, przypominające o podstawowych normach i zasadach. Ludziom trzeba zaufać, przekazując im zasady życia według Ewangelii.

 

Uroczystość
Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata